Tęskniłem za emocjami

Tyle miesięcy, tyle tygodni, tyle dni, tyle godzin… Tyle musieliśmy czekać na powrót Premier League. Tak jak powiedział Andrzej Twarowski – powinni tego zdecydowanie zabronić. No ale już, dobra, wszystko wróciło do normy i możemy oglądać to, co dla niektórych jest sensem życia. Ktoś stwierdzi – „głupota”, ale z każdym rokiem coraz bardziej się zastanawiam, jak można nie oglądać futbolu, nie myśleć o nim, a zwłaszcza w kontekście Premier League? Toż to inwalidztwo emocjonalne.

W ciągu wakacji nie przepadam za śledzeniem transferów, bo albo mnie doprowadzają do zdenerwowania, albo do obrzydzenia, patrząc na kosmiczne kwoty. Staram się zawsze skupiać na futbolu, gdyż to jest właśnie piękne. Sagi z Suarezem, Bale’em i Rooneyem były, czy też są największym szkodnikiem w obecnych czasach. Potwierdzeniem tego, że coś co powiedziałeś wczoraj, dzisiaj jest już kompletnie nieaktualne. Dlatego świetnie, że wystartował sezon. Nareszcie transferowi celebryci odeszli na dalszy plan, choć w środku tygodnia pewnie będą nadal o sobie głośno przypominać.

Wróciła piłka, wróciły niepowtarzalne emocje. Już po kilku minutach meczu na Anfield pomiędzy Liverpoolem a Stoke dało się odczuć, że w ostatnim czasie czegoś człowiekowi brakowało. Niby to tylko dwie bramki, jedna piłka i 22 kopaczy, ale to wszystko na Wyspach jest magiczne i tworzy niesamowity klimat. Chyba wiecie, przez co przechodzili fani Liverpoolu przy rzucie karnym Waltersa. Wymowny jest filmik zamieszczony przez jednego z kibiców będącego wówczas na trybunach (do obejrzenia pod tym linkiem). Po pierwszej interwencji Mignoleta okrzyk radości, zanim piłkę dobił Jones sekunda ciszy… I kolejny okrzyk. Kwintesencja pasji.

Na Anfield było pozytywnie, ale przykładowo na Emirates wręcz grobowo. Arsenal zaprezentował się słabo, a arbiter wcale im nie pomagał w osiągnięciu przynajmniej remisu. Tutaj mamy do czynienia z efektem „znowu to samo”, czyli beznadziejny początek sezonu i brak transferów. Jednak jak co roku, warto powtórzyć słynne powiedzenie – „sezon to nie sprint, tylko maraton”.

Z czołówki zawiedli praktycznie jedynie Kanonierzy, a pierwsza trójka jest dosłownie taka sama, jaka powinna być na koniec sezonu. Kwestią do ustalenia wydaje się ostateczna kolejność, ale zarówno United, jak i Chelsea oraz City pokazali, że są mocni z nowymi szkoleniowcami i czują głód sukcesu. W przyszły poniedziałek pierwszy prawdziwy hit i sprawdzian dla kandydatów do tytułu. Na Old Trafford przyjedzie Jose Mourinho i okaże się, czy wykorzysta nieobecność Fergusona. Moyes to nie byle kto rzecz jasna, jednak większe szanse dawałbym Portugalczykowi. Ale świat lubi niespodzianki, choć nie byłaby ona w tym przypadku zbyt wielka.

Rozczarowań oprócz Arsenalu jest bardzo dużo. Stoke, West Brom, Newcastle, a beniaminkowie nie uciułali nawet punktu. To wszystko zapowiada nam kapitalny sezon. Może będzie on jeszcze lepszy od kampanii, w której Manchester City zapewnił sobie mistrzostwo w ostatnich sekundach? Miejmy nadzieję, a teraz delektujmy się spektaklem, na którym dopiero została odsłonięta kurtyna.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.